Читаем Sami Swoi полностью

– Demokracja nastała, a ty człowiekowi wolności bronisz?! Kokeszko, szczerze oburzony na to bezprawne ograniczanie jego wolności osobistej, ruszył w ślad za dziewczyną, ale nogi mu się poplątały i rymnął jak długi na ziemię, brudząc sobie twarz kurzym łajnem: Zobaczył stojącą przy drewutni beczkę. Jednym ruchem odrzucił pokrywę, zakasał rękawy i zanurzył obie dłonie po łokcie, by obmyć twarz. Kiedy poczuł „swojuchę”, zrazu go odrzuciło, ale potem zanurzył twarz w utworzonej z dłoni łódce i zaczął smakować zawartość beczki. „Kurzenny” przysmak Pawlaka zrobił swoje: po trzecim łyku Kokeszko najpierw wspiął się na palce, jakby chciał ulecieć niczym orzeł w powietrze, wydał z siebie piskliwy okrzyk: „Jadźka” – po czym nagle oklapł i osunął się na ławeczkę bezwładnie jak łachman. Zanim stracił całkiem świadomość, gdzie jest i co się z nim dzieje, wyszeptał tylko ostatni raz: „młynarzową będziesz”…

– A gówno tobie, nie zegarek – rzucił głośno Witia, patrząc triumfalnie na pokonanego tym razem rywala. Zdobył się wobec niego na wspaniałomyślny gest: podłożył pod głowę Kokeszki zwiniętą derkę, służącą do przykrywania kobyły. Od tej chwili w ten uroczysty dla Pawlaków dzień dwie osoby spały snem sprawiedliwego: mały Paweł, objęty łaską sakramentu, i młynarz Kokeszko, ofiara dwóch swoich namiętności: kobiet i brymuchy. A pierwsze we wsi chrzciny skończyły się dopiero nad ranem.

Rozdział 19

Nie wolno dwukrotnie popełniać błędu na tej samej wojnie, nie warto po raz trzeci przebaczać winnemu. Pawlak uczył się właśnie za stodołą utrzymywać równowagę na rowerze, kiedy dopadł go Witia z wiadomością, że jakiś obcy namawia Kokeszkę, żeby rzucił Rudniki i przeniósł się do sąsiedniej gminy, obejmując we władanie elektryczny młyn zamiast tutejszego, co był wodnym kołem napędzany.

– Ot, pomorek – zaklął Pawlak i stracił równowagę. Zwalił się prosto w rosnące za stodołą pokrzywy. Stojący w swoim sadku Kargul przywitał to głośnym rżeniem. Choć Kokeszko okazał się Judaszem i trzymał z rodziną Karguli, to jednak Pawlak uważał go za własność całej wsi i nie miał zamiaru odstępować go nikomu. Prawie truchtem ruszył ku bramie, każąc Witii na wszelki wypadek przynieść karabin. Wystarczyło mu spojrzeć, kto namawia Kokeszkę do zdrady, by bez wahania zarepetować broń: przy bramie Kargula siedział na motorze Zndapp ten sam człowiek, który skierował na niego dubeltówkę, pragnąc mu zabrać kobyłę. To jemu Pawlak zabrał fachowca, który miał być weterynarzem, a okazał się młynarzem. Teraz „warszawiak” półgłosem przekonywał o czymś Kokeszkę.

– Podkupić go chce! – szeptał Witia, podając ojcu karabin. Pawlak podszedł bliżej i skierował lufę na „warszawiaka”.

– Ja jemu raz darował życie, ale drugi raz ja tego błędu nie zrobię. Dostał on za niego flaszkę spirtu?

– Panie, ja dawno ten spirytus sprzedałem, a pieniążki przepiłem – odpowiedział „warszawiak”, siląc się na uśmiech.

– Czego on naszego młynarza nachodzi, a?

– Bo pan Kokeszko kawalerem jest, a ja mu znalazłem podchodzącą narzeczoną. Musimy sobie pomagać, nie?

– Żeb' ja jemu nie pomógł na tamten świat przenieść sia! – Czego ty, Pawlak, rodakowi karabinem grozisz? – wtrącił się do tej wymiany zdań Kargul.

– Żeb jego wilcy! Taż to nie rodak, tylko chwost złodziejski! Kobyłę moją zabrać chciał!

– Jak pan chce, to może pan mieć drugą – „warszawiak” znalazł sposób, by odwrócić od siebie uwagę, a nawet odegrać rolę dobroczyńcy.

– Ogiera, wałacha, co pan chcesz! Wszystko od ruskich teraz można dostać. Pędzą na wschód z Niemiec całe stada krów, koni…

– Mnie koń potrzebny, bo orać ostatnia pora – zainteresował się Kargul.

– A mnie krowa, bo dzieciątko u mnie maleńkie na świat akurat objawiło sia. „Warszawiak” poczuł ulgę: nie strzela się do posłańca, co przynosi dobre wieści. Kargul chciał mieć konia, Pawlak krowę, a on, Tadeusz Budzyński, wiedział, gdzie i jak je zdobyć.

– Na wszystko trzeba mieć chwyt – wprowadzał ich w swoją praktyczną filozofię życia. Pawlak zrazu odniósł się do niej nieufnie: już raz się okazało, że ten chwyt to była dubeltówka… Tym razem – wedle informacji „warszawiaka” – ażeby dogadać się, nie trzeba było broni. Konwojenci, którzy tygodniami pędzili stada krów i koni, spragnieni byli spirytusu jak cudzołóżca rozgrzeszenia.

– Taż u mnie spirtu pełna beczka – Pawlak opuścił dawno karabin i podszedł bliżej do motocykla.

– Za krowę i trzy litry dam! – Musi być jeszcze do tego skóra.

– Jaka skóra? – zdziwił się Pawlak.

– Krowia – wyjaśnił „warszawiak”.

– Ruskie pić – piją, ale liczyć umieją i wszystko im się musi zgadzać. Pan dasz spirt i krowią skórę, to oni dadzą panu żywą krowę.

– A konia dadzą? – upewniał się Kargul, któremu doskwierał brak siły pociągowej tak, jak Pawlakowi brak mleka.

– Dadzą – potwierdził Budzyński, ale Pawlak wyśmiał nadzieje sąsiada: jak chce uzyskać konia, kiedy spirytusu nie ma? – Ale skórę za to mam – triumfował Kargul.

– Jak przez ciebie moja „Mućka” padłszy, tak ja z niej skórę zdarł…

– Ot, chytrus – mruknął pod nosem Pawlak.

Перейти на страницу:

Похожие книги

Земля
Земля

Михаил Елизаров – автор романов "Библиотекарь" (премия "Русский Букер"), "Pasternak" и "Мультики" (шорт-лист премии "Национальный бестселлер"), сборников рассказов "Ногти" (шорт-лист премии Андрея Белого), "Мы вышли покурить на 17 лет" (приз читательского голосования премии "НОС").Новый роман Михаила Елизарова "Земля" – первое масштабное осмысление "русского танатоса"."Как такового похоронного сленга нет. Есть вульгарный прозекторский жаргон. Там поступившего мотоциклиста глумливо величают «космонавтом», упавшего с высоты – «десантником», «акробатом» или «икаром», утопленника – «водолазом», «ихтиандром», «муму», погибшего в ДТП – «кеглей». Возможно, на каком-то кладбище табличку-времянку на могилу обзовут «лопатой», венок – «кустом», а землекопа – «кротом». Этот роман – история Крота" (Михаил Елизаров).Содержит нецензурную браньВ формате a4.pdf сохранен издательский макет.

Михаил Юрьевич Елизаров

Современная русская и зарубежная проза
Год Дракона
Год Дракона

«Год Дракона» Вадима Давыдова – интригующий сплав политического памфлета с элементами фантастики и детектива, и любовного романа, не оставляющий никого равнодушным. Гневные инвективы героев и автора способны вызвать нешуточные споры и спровоцировать все мыслимые обвинения, кроме одного – обвинения в неискренности. Очередная «альтернатива»? Нет, не только! Обнаженный нерв повествования, страстные диалоги и стремительно разворачивающаяся развязка со счастливым – или почти счастливым – финалом не дадут скучать, заставят ненавидеть – и любить. Да-да, вы не ослышались. «Год Дракона» – книга о Любви. А Любовь, если она настоящая, всегда похожа на Сказку.

Вадим Давыдов , Валентина Михайловна Пахомова , Андрей Грязнов , Мария Нил , Юлия Радошкевич , Ли Леви

Детективы / Проза / Современная русская и зарубежная проза / Фантастика / Научная Фантастика / Современная проза
Добро не оставляйте на потом
Добро не оставляйте на потом

Матильда, матриарх семьи Кабрелли, с юности была резкой и уверенной в себе. Но она никогда не рассказывала родным об истории своей матери. На закате жизни она понимает, что время пришло и история незаурядной женщины, какой была ее мать Доменика, не должна уйти в небытие…Доменика росла в прибрежном Виареджо, маленьком провинциальном городке, с детства она выделялась среди сверстников – свободолюбием, умом и желанием вырваться из традиционной канвы, уготованной для женщины. Выучившись на медсестру, она планирует связать свою жизнь с медициной. Но и ее планы, и жизнь всей Европы разрушены подступающей войной. Судьба Доменики окажется связана с Шотландией, с морским капитаном Джоном Мак-Викарсом, но сердце ее по-прежнему принадлежит Италии и любимому Виареджо.Удивительно насыщенный роман, в основе которого лежит реальная история, рассказывающий не только о жизни итальянской семьи, но и о судьбе британских итальянцев, которые во Вторую мировую войну оказались париями, отвергнутыми новой родиной.Семейная сага, исторический роман, пейзажи тосканского побережья и прекрасные герои – новый роман Адрианы Трижиани, автора «Жены башмачника», гарантирует настоящее погружение в удивительную, очень красивую и не самую обычную историю, охватывающую почти весь двадцатый век.

Адриана Трижиани

Историческая проза / Современная русская и зарубежная проза